Nie umiał ściągać na egzaminie i trafił do lekarza.
Mikroskopijna słuchaweczka w uchu, mikrofon i telefon komórkowy - to miał być zestaw do ściągania na egzaminie jednego ze studentów AGH. Ale pojawił się problem: słuchawka wpadła do ucha za głęboko i interweniować musiał lekarz.
Słuchawka ma ok. 10 mm, jest mniejsza od jednogroszówki. Do niej jest jeszcze mikrofon przypinany np. do rękawa i telefon komórkowy z bluetooth. Po jego drugiej stronie potrzebny rozmówca - najlepiej posiadający dużą wiedzę na zadany temat, a przynajmniej większą od nas. To on ma być źródłem poprawnych odpowiedzi na egzaminie. - Wystarczy przeczytać cichutko pytania rozmówcy i czekać na odpowiedź. Sukces murowany - mówi Paweł, student Akademii Górniczo-Hutniczej.
Innego zdania jest dziś pewnie jednak inny student AGH, użytkownik mikrosłuchawki. Ta zamiast pomóc, wpadła bowiem do ucha zbyt głęboko i... utknęła. Potrzebna była interwencja lekarza. Na szczęście udana, choć niepozbawiona stresów: lekarz usunięte z ucha urządzenie chciał wyrzucić. Student zaprotestował, bo... koszt zakupu całego "zestawu do ściągania" to ponad tysiąc złotych. Studenci nie chcą narażać się na takie wydatki, więc słuchawki wypożyczają.
Na forach internetowych roi się od ofert wynajmu mikrosłuchawek do ściągania. Można je też kupić lub wypożyczyć w sklepach detektywistycznych. Koszt wypożyczenia słuchawek na dobę - ok. 100 zł. Chętnych nie brakuje. - Rzeczywiście mikrosłuchawki stały się popularne. Największe powodzenie mają w sesji i w czasie matur. Większość studentów je wypożycza, ale są i tacy, co na początku studiów decydują się na zakup i mają na następne pięć lat - przyznaje Paweł Wujcikowski, właściciel sieci sklepów detektywistycznych Spy Shop.
O nowoczesnych metodach wspomagania się podczas sesji słyszeli też i wykładowcy. - Ściąganie na egzaminach to zjawisko, które było, jest i będzie. Zmieniają się techniki, ale nie mentalność ludzi - komentuje prof. Ryszard Tadeusiewicz z AGH. Dlatego on na egzaminach stara się tak konstruować pytania, aby umieć odróżnić, czy student korzysta ze swojej wiedzy, czy "pożyczonej". - Człowiek korzystający z własnej wiedzy inaczej konstruuje odpowiedzi i myśli niż ten, który przepisuje formułki z książki. Będąc nauczycielem 40 lat, nauczyłem się to odróżniać. I mogę nie znać technik ściągania, ale sam fakt widzę - dodaje prof. Tadeusiewicz.
A prof. Zbigniew Kąkol, prorektor ds. kształcenia na AGH, mówi: - Fakt ściągania na egzaminie, czyli po prostu oszustwa, zawsze staram się stanowczo zwalczać. Muszę przyznać, że czasem aż bawi mnie to, że niektórzy studenci tyle czasu i energii wkładają w skonstruowanie, przygotowanie, zorganizowanie i zdobycie ściąg. W tym czasie zdążyliby się już na ten egzamin nauczyć.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków
http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,35798, ... z1Gf17iczR
Wam jak idzie ściąganie na studiach, jakie macie sposoby?
